Gość
|
# Wysłano: 2 Lut 2012 12:58
Odpowiedz
45 placówek do likwidacji, 28 zostanie połączone w zespół, 34 kolejne zostaną przekazane stowarzyszeniom, 12 ulegnie reorganizacji. To pierwsze, wstępne dane zmian w podkarpackim szkolnictwie w 2012/2013 roku. Choć to dopiero początek roku, gminy już kalkulują, na których szkołach zaoszczędzić. Do końca lutego muszą złożyć wnioski z prośbą o opinię w kuratorium oświaty. Powodem cięć jest coraz mniej dzieci, a to przekłada się na mniej pieniędzy z budżetu państwa. „Ewenementem na liście jest gmina Cieszanów, która zamierza zlikwidować jedną szkołę a pozostałe przekazać stowarzyszeniu utworzonemu przez gminę, co może sie okazać niezgodne z prawem ” – mówił na konferencji prasowej Stanisław Kłak, prezes Okręgu Podkarpackiego Związku Nauczycielstwa Polskiego. Liczba wniosków złożonych do kuratorium oświaty w sprawie opinii o likwidację szkół w poszczególnych latach kształtowała się następująco: w 2009 r. - 27, 2010 r. – 11, 2011 r. – 46. Ile będzie w 2012, czas pokaże. Świetnym pomysłem może okazać się tworzenie (na wzór Cieszanowa) Centralnych Gminnych Stowarzyszeń prowadzących szkoły – świetnym dla gmin, bo obniżą koszty funkcjonowania oświaty, świetnym dla dzieci i rodziców – bo uniknąć można likwidacji szkół w ich środowiskach. Takie rozwiązanie jednak jest mało korzystne dla nauczycieli, nic więc dziwnego, ze nie podoba się członkom ZNP. W szkołach prowadzonych przez stowarzyszenie nie obowiązywałaby karta nauczyciela – zamiast np. kilkunastu godzin w szkole tygodniowo jak dotychczas nauczyciel pracowałby nawet dwadzieścia kilka godzin tygodniowo w ramach tego samego wynagrodzenia. Rozwiązanie z Centralnym Gminnym Stowarzyszeniem wydaje się być świetnym – eliminuje dyskryminację środowisk wiejskich, gdzie dzieci skazywane są na wywożenie do odległych szkół, z dala od domu, przesiadywanie w świetlicach szkolnych, patologię masowości środowisk itp. Warto wywierać naciski na gminy i ich najwyższych urzędników, by takich rozwiązań poszukiwać. Jeśli nie centralne gminne stowarzyszenie, to gmina może inspirować powstawanie małych wiejskich stowarzyszeń? Może i miejskich – skoro miasto jest wielkości dużej wsi? Nie są to najłatwiejsze rozwiązania, jednak jak pokazują próby podejmowane np. w Cieszanowie są gminy, które zamykać szkół nie chcą i podejmują nowatorskie działania. Gmina wszak jest po to, by swym mieszkańcom ułatwiać życie i poszukiwać dla nich rozwiązań optymalnych. Przyczynienie się do likwidowanie szkół, zwłaszcza podstawowych, to cienka czerwona linia, której przekroczenie dla osób wybieralnych na określoną kadencję może okazać się brzemienne w brak ponownego wyboru. Spotkania "w obronie szkół" odbywaja się w wielu gminach. Niedawno w obronie jednej z nich - Zespołu Szkół w Lipnicy Dolnej - stanęła jej była dyrektor Maria Kurowska. Wspominała czasy budowy placówki, do której w dużej mierze swój wkład włożyli mieszkańcy miejscowości. - Ile ja tu widzę ludzi, którzy tę szkołę budowali. Powstała ona w 1992/93 wielkim zrywem społecznym. Wójt jest ojcem gminy i jako ojciec ma jednakowo dbać swoje dzieci. Zlikwidowanie tej szkoły to pozbawienie życia wsi – powiedziała M. Kurowska, była dyrektor Zespołu Szkół w Lipnicy Dolnej. Podsunęła również pomysł wójtowi Papciakowi, na zdobycie dodatkowych środków na szkołę. - Jest coś takiego jak rezerwa budżetowa w ministerstwie finansów. Sama z niej bardzo dużo wyciągnęłam pieniędzy dla Jasła. Mogę wskazać urzędniczkę, która jest przyjazna. Podejrzewam, że grono nauczycielskie widząc trudną sytuację gminy jest w stanie zrezygnować z czternastek – dodała Kurowska. W spotkaniu uczestniczył również poseł Bogdan Rzońca. "Nadszedł czas, żeby ogłupić Polaków do końca i stąd się biorą likwidacje szkół. To jest rozkład państwa polskiego" – powiedział poseł Bogdan Rzońca.
|
DGP
|
# Wysłano: 6 Kwi 2012 09:03
Odpowiedz
Po wyroku Sądu Najwyższego samorządy wydłużają czas pracy nauczycieli specjalistów - czy gmina Dukla też uczyni taki krok? Nie 18, ale nawet 35 godzin tygodniowo od nowego roku szkolnego będą pracować m. inn. logopedzi i pedagodzy - informuje "Dziennik Gazeta Prawna". Samorządy podejmują stosowne uchwały w tej sprawie. Są one konsekwencją niedawnych wyroków sądów. Od ostatniego rozstrzygnięcia Sądu Najwyższego, który definitywnie przesądził, że nauczyciele specjaliści, w tym logopedzi i pedagodzy, mogą pracować nawet do 40 godzin tygodniowo, minęło zaledwie kilka dni. Jednak z sondy "Dziennika Gazety Prawnej" przeprowadzonej w kilkunastu miastach i 50 gminach wynika, że prawie 70% z nich zamierza na nowo określić specjalistom wymiar czasu pracy. Po wyroku Sądu Najwyższego wiele samorządów odetchnęło z ulgą, bo pensum zwiększyły już dawniej. W sprawdzanych przez gazetę jednostkach nie ma ani jednej, która ograniczałaby się do podstawowego wymiaru czasu pracy wynikającego z Karty Nauczyciela, czyli 18 godzin na tydzień.
|